Zaloguj

Zaloguj

bulls heat

Chicago Bulls minionej nocy po raz pierwszy w tym sezonie podejmowali Miami Heat u siebie i po raz pierwszy grali back to back podróżując pomiędzy halami po piątkowym meczu w Orlando. Poprzednio mecze dzień po dniu rozgrywali dwukrotnie u siebie i dwa razy w Staples Center.

Q1

Bulls wyszli na to spotkanie w swoich tegorocznych strojach City Edition. Od początku obydwa zespoły miały problem ze skutecznością. Dla Heat pierwsze punkty dwukrotnie w pomalowanym zdobył Lowry i to właśnie w polu trzech sekund goście zdobyli swoje pierwsze 8 z 10 punktów w meczu, gdy trener Donovan wziął czas przy stanie 10-6. Dopiero w połowie Q1 pierwsze punkty zdobył Adebayo. Świetnie kryty na dystansie był od początku Robinson, któremu LaVine nie pozostawiał wiele miejsca. Z kolei Byki w krótkim odstępie czasu zaliczyły aż 4 straty. Szybka zmiana Caruso i White’a miała na celu ożywić nieco zespół, kiedy AC poderwał wszystkich kibiców poniższym wsadem:

Po drugiej stronie dopiero w połowie kwarty pierwszą trójkę trafił Robinson. Byki starały się grać więcej akcji przez Vucevicia w obliczu nieskuteczności na linii 7.24 m, (dwie trafione trójki tylko na wczesnym etapie spotkania), ale to Heat prowadzili nadal w tym spotkaniu (maksymalnie w Q1 różnicą 9 punktów). Na naszą niekorzyść działały również straty – 8 straconych piłek w pierwszej kwarcie, zamienionych na całe szczęście tylko na 6 oczek przez Heat. Bulls popełnili m.in. dwa faule ofensywne przeciwko czwartej najlepszej defensywie ligi.

Q2

Drugą kwartę rozpoczął DeRozan, Vucevic oraz trzech rezerwowych. Ciężar gry na siebie wziął bardziej DeRozan, próbując dostać się na dogodne pozycje na półdystansie. Po trafionych trójkach Caruso oraz Ball, Bulls zeszli maksymalnie na odległość 3 punktów do Heat. Taki deficyt utrzymał się również po pierwszej połowie spotkania.

https://publish.twitter.com/?query=https%3A%2F%2Ftwitter.com%2Fchicagobulls%2Fstatus%2F1464773886025764870&widget=Tweet

W międzyczasie liczba strat osiągnęła liczbę 11 po stronie Byków (12 w pierwszej połowie) i była to największa liczba strat w pierwszej połowie Bulls w całym tym sezonie. Co ciekawe Heat w drugiej kwarcie punktowali m.in. dzięki byłemu graczowi Byków Maxowi Strusowi, zdobywcy 9 oczek. Goście nadal często dostawali się w nasze pole trzech sekund, gdzie mieli przewagę w zdobywanych punktach. Najwięcej punktów dla nas w tej kwarcie bo 8 zdobył Lonzo Ball, dzięki dwóm trafionym trójkom. Warto powiedzieć, że gra na dystansie nie była w pierwszej połowie atutem żadnej ze stron: Heat 4-16 25%, Bulls 5-17 29.4%. Szanse upatrywaliśmy więc np. w szybkich atakach takich jak ten:

Q3

Bulls lepiej wyszli po przerwie. Po trójce LaVine’a powrócili na pierwsze prowadzenie w meczu od stanu 6-5 w Q1. Wyraźnie przyspieszyła ich gra, owszem nadal pojawiały się straty, ale po raz pierwszy w tym meczu wygraliśmy kwartę w zdobyczy punktowej w strefie pomalowanej. W barwach Heat najwięcej bo 8 punktów w Q3 rzucił Duncan Robinson, to m.in. dzięki jego trójce goście przeprowadzili run 10-3 na przełomie nieco ponad 3 minut gry.

Obowiązki strzelca przejął w tej kwarcie DeRozan, któremu zawdzięczamy 14 z 28 punktów całego zespołu. To on złapał odpowiedni rytm, zaczął punktować z ulubionego półdystansu nad poszczególnymi graczami Heat a nawet wykończył sam akcję coast to coast.

W międzyczasie faul techniczny za rzucenie swoją plastikową szczęką dostał Nikola Vucevic. Bulls walczyli o powrót na prowadzenie. Świetnie w Q3 prezentował się również Caruso, który oprócz gry w obronie dołożył w ataku w tej ćwiartce 7 oczek. Ostatecznie przed ostatnią kwartą prowadziliśmy 74-72.

Q4

Bulls rozpoczęli Q4 od szybkiego kontrataku i punktów Jonesa Jr.

Po tych punkach z meczu został wykluczony Dewayne Dedmon za kopnięcie krzesła stojącego tuż przy parkiecie:

Heat odpowiedzieli trójką rezerwowego Gabe’a Vincenta, który w samej Q4 rzucił aż 16 punktów w tym 4-6 z dystansu. Gdy wydawało się, że Bulls złapią jednak wiatr w żagle, przejmą inicjatywę w meczu na dłużej Heat zagrali najlepszą kwartę w tym spotkaniu 52.6% z gry , 53.8% z dystansu. Wyszli na prowadzenie w 4 minucie Q4 i dowieźli je ostatecznie do końca, prowadząc maksymalnie 9 oczkami. Żeby odrobić straty zabrakło nam więcej czasu, choć zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki z tak grającymi dzisiaj Miami Heat przez większą część spotkania.

Po 8 punktów w Q4 rzucili LaVine i DeRozan, 7 Caruso.

Plusy:

DeRozan – 28 punktów, 7 zbiórek 11-19, dziś pociągnął zespół wraz z Caruso w obliczu nieco słabszej dyspozycji Zacha, który zdobył tylko 16 oczek, punktował z półdystansu szczególnie w Q3

Caruso – jego 22 punkty to season – high w barwach Bulls, bardzo dobra postawa po obu stronach parkietu kiedy Byki tego potrdzebowały

Obrona – poza 4 kwartą obrona dzisiaj spisała się naprawdę nieźle zatrzymując Heat ogółem na 35% z dystansu i 43% z gry, dopiero w Q4 gdy odpuściliśmy nieco Vincenta i resztę Heat zaczęli bardziej trafiać, poza tym wygraliśmy w punktach po kontrataku, przeprowadzając kilka naprawdę okazałych kontr.

Zbiórki – wygrana 47-36, 10-9 w ofensywnych, wygraliśmy dziś na tablicach i w punktach z ponowienia

Minusy:

Mniej widoczny LaVine i Vucevic – trochę zabrakło Zacha więcej w tym meczu pod względem punktowym – 16 punktów w tym 8 w Q4, 6-16, 4-10 z dystansu; z kolei Czarnogórzec zaliczył 7 punktów i 13 zbiórek z czego 5 oczek miał już w Q1

Straty – to właśnie o stratach mówił na konferencji trener Donovan, 23 straty Byków były kluczowe w tym meczu, Heat zamienili je na 21 punktów

Skuteczność za 3 – pozostawia wiele do życzenia, 46.9% z gry nie jest złym wynikiem 28.2% (11-39) z dystansu daje do myślenia, Bulls przegrali m.in. przez słabą skuteczność dystansową

Ławka rezerwowych – niby kilka punktów mniej od benchu Heat, ale na papierze to my mieliśmy lepszą ławkę w tym meczu i powinniśmy to pokazać

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież